START | FAV | PROFIL | ABOUT ME | BOOK | LINK ME


zagubienie bez odrobiny nadziei

wtorek, 24.sierpnia.2010, 17:02
Nienawidzę się.
Nienawidzę się.
Nienawidzę się.
Nienawidzę się.
Nienawidzę się!
Nienawidzę się!
Nienawidzę się!
Nienawidzę się!
Nienawidzę się!
Nienawidzę się!
Nienawidzę się!
Nienawidzę się!
Nienawidzę się

za wszystko, nie ma we mnie nic z czego mogłabym być zadowolona. Jestem nikim.

NIENAWIDZĘ SIĘ!


po co mi nadzieja, miałam ją za każdym razem, nigdy nic nie wychodziło
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Jednostronne emocje

środa, 7.lipca.2010, 23:44
Człowiek ciągle łudzi się, że spotka go coś dobrego, przyjemnego. Pomaga swoim nadziejom się zrealizować i jest naprawdę dobrze, wszystko wskazuje na to, że tym razem będzie wspaniale. Następuje krótka ulotna chwila uciechy ciała i duszy i cała nasza wiara w lepsze życie runie w gruzach. Huk kaleczy nasze uszy, pył podrażnia oczy. Pełni żalu zastanawiamy się dlaczego tym razem daliśmy się ponieść emocjom. Wiara wiodła nas dalej, by spełnić nasze małe marzenia. Ta wiara nas niszczy za każdym razem i upadamy coraz niżej... Łzy w oczach jedynie potęgują rozczarowanie, które ciąży z każdą okazją coraz bardziej. W końcu pod jego ciężarem nie damy rady się podnieść i z nadzieją rozpocząć kolejnego poszukiwania czegoś dobrego, przyjemnego.
Miłości, odwzajemnionej.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

W pogoni za... szczęściem?

wtorek, 6.lipca.2010, 15:49
Wyjechałam. Sama nie wierząc w to, co robię, podjęłam decyzję o opuszczeniu tego miejsca na 4 dni. Ktoś wpłynął nieświadomie na ten dość nietypowy krok. Żeby dotrzeć do tej osoby pokonałam jakieś siedemset kilometrów. Sama do końca nie rozumiem, dlaczego tak bardzo chciałam tam pojechać. Po prostu czułam, że muszę tam być, że w tym czasie, to tam jest moje miejsce. Tak bez konkretnego powodu.
Bawiliśmy się świetnie przez całe 3 dni. Choć stopniowo od pierwszego do trzeciego dnia było coraz gorzej i robiło się dziwnie, jednak to były odczucia marginalne, bo mimo wszystko dominowała dobra zabawa. Nie będę ukrywać, że znowu narozrabiałam. Raczej narozrabialiśmy. On i ja. Nie wiem, co teraz z tym zrobić. Możemy jak zawsze udawać, że do niczego nie doszło i chyba tak to będzie wyglądać. Czekam teraz aż wróci. Możliwe, że za 6 dni znowu się spotkamy, nie wiem jak będą wyglądać nasze relacje, choć obecnie są dobre. Pewnie nic się nie zmieni. Oby tylko nie było gorzej, bo tego bym nie zniosła. Kolejna zaprzepaszczona znajomość. Byłaby to 3 w ciągu 2 tygodni. Muszę robić wszystko, żeby utrzymać nasz kontakt, naprawdę mi na tym zależy. Muszę sobie udowodnić, że potrafię. Po tych przykrych ostatnich doświadczeniach muszę pokazać, że to nie we mnie jest problem, tylko w innych. Postaram się tego nie spieprzyć.
Za bardzo go lubię.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rekonwalescencja

sobota, 26.czerwca.2010, 13:48
Chyba te 2 miesiące będą decydujące. Izolacja to podstawa. Już parę dni temu to stwierdziłam. Teraz trzeba przejść do czynu. 27 czerwca ma być dniem przełomowym, mam nadzieję, że znowu nie poddam się zbyt szybko. Muszę wytrwać, to tylko trochę ponad 8 tygodni. Potrzebuję jeszcze więcej siły, a przede wszystkim wiary w siebie. Moje życie to pasmo ciągłych niepowodzeń, spowodowanych przede wszystkim moją nieudolnością. Zawodzę praktycznie w każdej dziedzinie życia.
Wejdę w czas rekonwalescencji. Odnowię ciało, umysł i duszę. I we wrześniu stanę niczym niewzruszona, nieskazitelna przed nimi wszystkimi, bez żadnych uczuć, wyzbyta z wszelkich pragnień i pożądania. Czysta, po gruntownym remoncie, zresetowana. Jak nowo narodzona zacznę od początku. W pewnym sensie zapomnę o tym co było. Na pewno dojdzie do selekcji tego, co we mnie siedzi. Drastycznie pozbędę się wszystkiego co destruktywnie może na mnie wpływać i stanę się nową materią.
Wierzę w siebie. Wiem, że tym razem dam radę. Chcę tego, przede wszystkim dla siebie, ale również trochę dla innych, dla tych, którzy mnie otaczają.
To będą cudowne 2 miesiące.
Niezwykłe...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

W życie trzeba się wgryźć od środka

sobota, 26.czerwca.2010, 01:09
Portugalia vs USA 4:0


Czas na zmianę.
Wiele czasu mam do dyspozycji. Moje obecne życie jest nic niewartym pałętaniem się i zastanawianiem nad tym, czego tak właściwie chcę i czego oczekuję od życia. Jednak to rozmyślania bezczynne i bezmyślne, jedynie siedzą w mojej głowie i o sobie przypominają od czasu do czasu. Nic nie znaczące wysypisko myśli.
Gdybym taką myśl wydobyła na powierzchnię i zrezygnowała z dotychczasowej bierności, zyskała by ona wiele na swojej wartości.
Chcę jednak powrócić do mojego stanu sprzed roku. Gdy to moje myśli barwnie prowadziły mnie przez życie. Mimo iż wydawało mi się wtedy, że jestem nieszczęśliwa, to obecnie tęsknię za tym pełnym przemyśleń czasem, gdy mogłam rozwijać się wewnętrznie. Teraz to tylko płytka imitacja mnie, powierzchowne doznawanie przyjemności, które nic nie znaczę dla mnie samej. Wplątałam się w zwykłą codzienność, nacechowaną chciwością i pragnieniami. Dążę do jakiegoś materialnego zaspokojenia, samozadowolenia. Z...
No właśnie!
Z niczego! Bo to wszystko nic nie znaczy. Czym jest krótka ulotna przyjemność z czegoś, co tak naprawdę cieszy tylko moje oczy, ciało, a to w środku pozostaje nietknięte i nienaruszone. Bez emocji i głębszych uczuć.
Moje JA domaga się szczerości.
Oszukuję siebie, że jest dobrze. Jest dobrze, ale to wszystko nic nie znaczy. Szablonowe postępowanie, wręcz podręcznikowe. I co z tego mam?

Wyobraźnio zadziałaj, obudź do życia wrażliwe spojrzenie na każdy najdrobniejszy przedmiot, daj mi się cieszyć z nierealnych marzeń, pełnych uczuć snów o czymś pozornie nadzwyczajnym. Daj mi poczuć się wyjątkowo i oderwij mnie od tego okrutnego świata pełnego robotów.
Ci ludzie naokoło mnie są największym złem, nałogiem, którego nie da się rzucić, czuję się jak 30 letni palacz usiłujący rzucić palenie.

Samotność to lekarstwo na moje dolegliwości. Muszę pobyć sama ze sobą i posłuchać w końcu siebie, bo ciągle jestem zagłuszana przez bodźce zewnętrzne, które pociągają mnie do czynów co najmniej głupich.



Bezrozumna i bezwartościowa w chwili obecnej.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Niewolnicy wolnośi

piątek, 25.czerwca.2010, 13:18
Nastąpiła pozorna wolność. Wolność od nakładu obowiązków, prac domowych i szkolnej nauki. Jednak świadomość tego, że za 2 miesiące znowu powrócimy do tej samej rutyny, zabija poczucie swobody. Nie ma na nią w dzisiejszych czasach miejsca. Uwięzieni w naszych ciałach próbujemy zasmakować czegoś wyjątkowego, poza wszelką przeciętnością. Jednak to tylko nieudolne próby, bo tak naprawdę wszystko jest przeciętnością, nawet rzeczy, które teoretycznie są dla nas nieosiągalne.

Niewolnicy uczuć. Ileż cierpienia jest w naszym życiu, jesteśmy od niego całkowicie uzależnieni. Powiem nawet, że nasza egzystencja bez niego jest niemożliwa. Cierpienie jest podstawą szczęścia.

Ograniczeni przez nałogi, które całkowicie nami zawładnęły. Małe przyjemności, krótkie chwile ogarniającej ekstazy, jak moglibyśmy z tego zrezygnować?

I robimy wszystko, na co mamy ochotę.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Psyche

czwartek, 27.maja.2010, 23:47
Lubię kiedy krople wody spływają z umytych włosów i lekko uderzają o moje uda. Siedzę i zachwycam się tymi małymi kropelkami, które łączą się ze sobą i spływają w poprzek ud by następnie spaść na podłogę i stworzyć małą kałużę.



Zgubiłam siebie. Kiedyś zastanawiałam się, czy wszyscy są tacy jak ja. Doszłam do wniosku, że każdy musi mieć swój mały, odrębny świat, do którego nikogo nie wpuszcza, z marzeniami, przemyśleniami, gdzie snuje ciche refleksje na temat otaczającego go świata, życia. Jednak myliłam się. Sama wpadłam w rytm szablonowej egzystencji, nieświadoma swej porażki, płynęłam razem z nurtem rwącego świata. Pełno w nim ścieków i brudów, odór unoszący się wokół jest nie do zniesienia. Zadziwiające jest to, że istoty żyjące wewnątrz tego bagna niczego nie zauważają i żyją niczym niewzruszeni. Na ogół z zadowolonymi minami płyną przed siebie nie bacząc na to co wokół nich się dzieje, zaabsorbowani jedynie własnymi sprawami, korzyściami. Zatraceni w czasie i przestrzeni nie odnaleźli swojego miejsca i szablonowo toczą się przez okrutne życie, które sami sobie stworzyli. Przepełnieni gniewem, ponad siłę dożą do jakiegoś niby spełnienia, wartościowego aczkolwiek nieużytecznego. Ich świat to śmietnik emocji. Ślepcy! Głupcy! Marnotrawcy!
tak jak ja...
Jednak nie jest za późno. Trzeba jedynie wybudzić się z letargu i być ponad. Wybić się, pozostawić przeciętność i dążyć do tego co prawdziwe, szczere i niezwykłe. Pełne piękna, pochodzące z naszej wrażliwej natury.

Znajdź piękno i prawdę. Nie zakłamane produkty chciwego świata.
Otwórz oczy, spójrz, głębiej, jeszcze głębiej aż zobaczysz i uświadomisz sobie, że przez całe życie byłeś ślepy.

Ja widzę jak przez mgłę...


Teraz pozwólcie mi kochać. Kochać do utraty zmysłów, jednak zostawcie mi siebie. Nie pozbawiajcie mnie znowu ducha.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Sodkie chwile, ulotne nadzieje

niedziela, 14.marca.2010, 13:06
...I wtedy zastanawiasz się, co jest z tobą nie tak.

Kiedy dochodzi do incydentu przez moment czujesz się dobrze, bliskość drugiej osoby sprawia ci ogromną przyjemność, ogarnia cię poczucie bezpieczeństwa. Dajesz się ponieść emocjom, fantazjom. Świat staje w miejscu a ty po prostu oddajesz się rozkoszy słodkich ust. Jego delikatne dłonie z pasją pieszczą twoje ciało. Jego zapach sprawia, że chcesz tylko więcej. Wtulasz palce w jego długie miękkie brązowe włosy, czujesz przyśpieszony rytm serca, podniecenie prawie sięga zenitu, czujesz pocałunki na szyi, ramionach. Powoli przesuwacie się w stronę łóżka, siadasz, kładziesz się, a on na tobie. Znowu wracacie do namiętnych pocałunków Uwielbiasz jego usta, przypominasz sobie ten czarujący uśmiech, który jeszcze niedawno kierował w twoją stronę. Teraz jesteście tylko we dwoje otuleni ciemnością, jedynie światło księżyca muska wasze wtopione w czerń sylwetki.
Jego palce zaczynają powoli podciągać twoją bluzę do góry, całuje brzuch, okolice pępka, przesuwa się nieco wyżej i bluza ląduje na podłodze. Ściąga koszulkę. Tym razem zbliża swe usta w okolice lewego ucha, odczuwasz fale przyjemnych dreszczy wędrujących wzdłuż kręgosłupa, jeszcze bardziej cię to nakręca. Wsuwa ręce pod plecy rozpina stanik jednym płynnym ruchem. Jesteś wdzięczna losowi, że opanował tę technikę, ile razy cała magia upłynęła przez to, że gościu nie potrafił sobie poradzić z zapięciem...
Jednak ta chwila nieprzerwanie trwa, zaczyna pieścić twoje piersi, czujesz jak jego usta zbliżają się do twoich, twoje ręce wtulone w jego włosy wędrują nieco niżej, zaczynasz delikatnie przesuwać dłonie wzdłuż pleców, w górę i w dół, jeszcze nieco bardziej w dół... A on obdarza twoje piersi podniecającymi pocałunkami, zmysły wariują, a ty chcesz go poczuć, ciało do ciała, tylko to ci teraz w głowie. Wędruje powoli w dół, podbrzusze. O, to ten punkt, który działa na ciebie najsilniej, fala rozkoszy i podniecenia osiąga swoje apogeum, nie pozwalasz jednak na dalszy krok, przyciągasz go do siebie i gorąco całujesz, przesuwasz rękę i sprawiasz mu nieco więcej przyjemności. Czujesz jego oddech na ramieniu i odrobinę już chaotyczne pocałunki, rozpina twoje spodnie, czujesz jego rękę i wasze ciała przeszywa fala rozkoszy, zmysłowe pieszczoty pobudzają wasze pragnienia, oddech staje się cięższy, nie myślisz o niczym, po prostu czujesz i odczuwasz. Nie pozwalasz jednak na nic więcej. Teraz położył się obok ciebie, spojrzał na twoją półnagą sylwetkę delikatnie zarysowaną w otaczającej ciemności. Oddaje ci jeszcze jeden pocałunek, a ty wtulasz się w niego mocno, wdychasz jego zapach, który działa na ciebie niczym afrodyzjak. Przez chwilę, rozkoszujecie się jeszcze tą chwilą, wasze oddechy nieco zwalniają, rytm serca maleje, emocje opadają i powoli podniecenie ulatuje. Jednak istnieje w was, chęć zrobienia czegoś więcej, poczucie niespełnienia, wasze ciała nadal siebie pragną. Mimo wszystko cały incydent was satysfakcjonuje. Leżycie jeszcze przez chwilę w milczeniu i przeżywacie zakończoną przed momentem rozkosz.
Budzicie się rano wtuleni w siebie. Nagle ogarnia cię strach. Czy był to incydent? Znowu zwykły nic nieznaczący incydent? Ta czarująca chwila ciągnie za sobą masę nieprzyjemnych konsekwencji, wyrzutów sumienia. Bo przecież, on się tak ładnie uśmiecha. Ciągle obdarowywał cię tym swoim czarującym spojrzeniem. Dawał do zrozumienia, że nie jesteś mu całkiem obojętna. Zależy ci na nim, prawda? Ja to wiem. Teraz strach cię obleciał, bo ten cały INCYDENT mógł wszystko popsuć. Obudzi się, coś mruknie pod nosem pożegnacie się i tyle z tego będzie, jak zawsze z resztą...
Czekasz z niecierpliwością, co z tego wyniknie.

Niestety nie wiem tego, bo do żadnego incydentu nie doszło. Nie wiem, czy mam być wdzięczna losowi za to, że on nie został na noc, czy płakać, bo na noc zostać nie chciał.
Aby na pewno poszedł, bo musiał?
Dlaczego moje starania nie zainicjowały nawet jednego pocałunku, nie wziął numeru, nie kontaktuje się ze mną. Nie wiem co mam o tym myśleć, co to ma znaczyć. Wyraźnie było po nim widać, że chce tam ze mną pójść, na tą wczorajszą imprezę. Nie mógł, jednak później po wielu staraniach udało mu się wpaść, zależało mu na tym, odrzucił towarzystwo najlepszych kumpli, żeby przyjść na moje zaproszenie. I nawet dobrze się bawiliśmy, graliśmy w głupie zabawy, podawaliśmy dobie karteczkę papieru ustami, jeśli upadła, musieliśmy się pocałować, zdarzyło nam się kilka razy, w sumie to robiłam to specjalnie. Jednak to była gra,w której nie byliśmy sami i nie tylko ja go całowałam i nie tylko on całował mnie. Nie mam pojęcia, może muszę dać temu czas na powolne rozwinięcie, widziałam się z nim zaledwie kilka razy w życiu, choć były to dłuższe momenty, tydzień temu spędziliśmy praktycznie całą imprezę urodzinową razem rozmawiając o głupotach, w piątek utworzyliśmy zgraną drużynę do gry w piłkarzyki i nieźle daliśmy popalić naszym przeciwnikom. I usłyszałam, że jestem ładna, co prawda ni powiedział, tego tak zupełnie wprost, jednak odebrałam to chyba w prawidłowy sposób. Wiem, że o mnie rozmawiał z kumplami i za wszelką cenę chciał iść ze mną wczoraj na tą imprezę, słyszałam tylko jego rozmowy z przyjaciółmi: Stary, ja osobiście to bym wbił na tą domówkę, no choć na domówkę. Udało mu się w końcu odłączyć od kumpli, 2 zabrał z sobą i przyszedł. Wyszedł o 3, a ja miałam nadzieję, na coś więcej, starałam się dawałam znaki, zapraszałam na papierosa, a on nic.
Co mają znaczyć jego dzisiejsze słowa zawarte na blogu?

"Rodzimy sie samotnie i umieramy w ramionach samotności,
życie też możemy przeżyć samotnie, nawet pomimo tego że wokół siebie mamy wielu ludzi."

Nie wiem nic, może ze mną jest coś nie tak? Może przejrzał na oczy i stwierdził, że wcale mu się nie podobam?
Wolałabym chyba, żebyśmy się przelizali, przynajmniej wiedziałabym, że to nie o mnie chodzi...!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: sex uczucia

Idealny czas na symboliczny sen

sobota, 13.marca.2010, 10:45
Przebudziłam się dziś i łzy polały się na poduszkę. Na samą myśl o tym co wydarzyło się w śnie moje gardło zaciskało się a oczy zalewały się strumieniami łez. We śnie nie potrafiłam płakać. Popadłam w obłęd, straciłam sens życia, jedynym miejscem, gdzie się dobrze czułam, był...cmentarz, tam gdzie było on. Byłam w ogromnym mieście, pewnie była to Warszawa, bo jakie inne miasto mogło się pojawić w śnie o nim. Razem z nim i paroma osobami chodziliśmy po mieście, chyba nawet o coś rywalizowaliśmy, jednak to jest nie ważne, bo on zniknął, przez chwilę w tym momencie nawet nim byłam. Jednak potem z powrotem wróciła do własnej osoby. Zaginął, a ja wiedziałam, że nie żyje. Sceneria się zmienia. Siedzę w pubie, rozmawiamy o jego śmierci i o niedawno odbytym pogrzebie, na którym mnie nie było. Powiedziałam koleżance, że muszę iść na jego grób, wszyscy wtedy traktowaliśmy to bez żadnych emocji, a ja skrywałam swoje. Znowu sen się zmienia, jestem w domu, rzucam się ciągle na ziemię, nie mogę normalnie funkcjonować, tak strasznie mnie to boli, chcę płakać, ale nie potrafię uronić ani jednej łzy. Chwila opanowania, przyjechali goście. Pani W mówi o tym, jak wylała symbolicznie butelkę wina na mogiłę (cholernie udany sen, ta butelka wina ma duże znaczenie). Razem z moimi rodzicami opowiadają o milionach kwiatów o ludziach i znajomych, którzy tam byli, jednak nie powiedzieli mi czyj to był pogrzeb, ja wiedziałam. Poinformowali mnie dopiero o tym podczas obiadu, na początku udawałam, niewzruszona coś na to odpowiedziałam, jednak później z hukiem rzuciłam sztućce na stół i wyszłam, znowu tak bardzo chciało mi się płakać, wręcz się dusiłam, ale nie potrafiłam wydobyć go z siebie. Spotkałam się w między czasie z paroma kolegami, jego dobrymi znajomymi, którzy na kartkach spisali piosenki, które miały dla niego ogromną wartość, były potrzebne by móc ustalić położenie jego grobu, nikt nie widział, gdzie on jest, mimo iż wcześniej byli na pogrzebie. Przejrzałam kartkę, jednak wiedziałam, że nie będzie mi ona potrzebna, bo bez problemu trafię na cmentarz. Uciekłam z domu, zabrała Ipoda, kupiłam białe i czerwone tulipany i puszkę Coca-Coli. W mgnieniu oka dotarłam na cmentarz i odnalazłam świeżą mogiłę, przykrytą tysiącem kwiatów, pachnącą rozlanym winem. Położyłam jednego czerwonego tulipana z lewej strony i białego z prawej, nie wiem co stało się z resztą tulipanów. Położyłam puszkę obok kwiatów i zaczęłam mu śpiewać piosenkę, tą która ma dla mnie tak ogromne znaczenie, która sprowokowała mnie wtedy by napisać do niego i zakończyć nasz związek. Jednak to on jej wtedy namiętnie słuchał. "Desecration Smile" rozbrzmiało z mojego Ipoda a ja śpiewałam. Później z nim rozmawiałam, a raczej do niego mówiłam, nagle ni stąd ni zowąd dowiedziałam się, że popełnił samobójstwo. W głowie pojawiła się szybka odpowiedź: nieszczęśliwa miłość. Udało mi się przez moment zaszlochać, jednak to mnie nie zadowoliło, nadal nie potrafiłam wydusić ze mnie tych uczuć i zapłakać rzewnymi łzami. Pojawiła się jego Luba, powiedziałam jej, że go kocham, objęłam, a ona gdzieś zniknęła. Zastanawiałam się później czy ją naprawdę kochał, czy był z nią szczęśliwy. Czułam, że muszę zostać na tym cmentarzu, jedynie tam było mi dobrze, przy nim, czułam jego obecność. Przez chwilę ukazała mi się jego biała zasmucona sylwetka, jednak uśmiechnął się do mnie i już go więcej nie zobaczyłam. Pamiętam, że w między czasie byłam bardzo poirytowana faktem, że miał tradycyjny katolicki pogrzeb, którego na pewno by nie chciał z racji, że był ateistą.
W końcu się przebudziłam, sen był tak realistyczny, że nadal czułam zduszony płacz w sobie, gardło miałam zaciśnięte, wręcz odczuwałam przez to nieznośny ból. Nie rozumiałam, dlaczego nie ma mnie przy nim, przy jego grobie. Zaczęłam płakać. W końcu uświadomiłam sobie, że było to sen. Sen o śmierci byłego chłopaka, którego kochałam, przez którego cierpiałam przez ostatnie miesiące. Płakałam, czułam jak łzy spływają po moich policzkach. Pozbyłam się przecież tych uczuć, skończyłam z tym, wyzbyłam się wszelkich emocji. Wczoraj jeszcze bardziej zadurzyłam się w kimś innym. Czy ta śmierć miała oznaczać definitywny koniec? Jednak moja postawa wcale na to nie wskazywała. Wygląda na to, że nie potrafię się pogodzić z tym, że nie mamy szans na wspólne życie i nie potrafię do końca z tym wszystkim skończyć, za bardzo jestem przywiązana, dlatego czułam się dobrze jedynie koło niego na cmentarzu. Nie wiem, sen był niesamowity, tyle symbolicznych elementów się tam pojawiło. Puszka Coca-coli, kochał ją pić. Wino, Red Hot Chili Peppers, a w szczególności "Desecration Smile", i to miasto na samym początku.

A ja już rozpoczęłam nowy rozdział bez niego, a on mnie odwiedził w śnie.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: sny

Najpiękniejszy uśmiech w mieście

piątek, 12.marca.2010, 23:48

NAJPIĘKNIEJSZY UŚMIECH W MIEŚCIE.

Ciągle widzę jak się cudownie do mnie uśmiecha. Czuję jak ciarki wędrują wzdłuż kręgosłupa.
Jestem dziś w innym świecie, w innym wymiarze. Błądzę gdzieś w chmurach, na tle kryształowego nieba. Całkowicie otumaniona przeżyciami i słowami. Każde z nich wyraźnie grzechocze w mojej głowie. Lubię ten dźwięk. Pragnę tego widoku, tego głosu, tej osoby. Chcę go zobaczyć, porozmawiać. Poczuć, objąć. Przede wszystkim chcę zobaczyć ten uśmiech, najcudowniejszy uśmiech na świecie. Usłyszeć ten barwny, miękki głos, który zawsze delikatnie obejmuje moje uszy. Śmiech, który czyni radość w sercu. Porozmawiajmy, o wszystkim i o niczym. Spotkajmy się. Jutro, jutro go zobaczę, muszę go jutro zobaczyć, inaczej oszaleję. Odurzona mamroczę znowu pod nosem, czyżbym była zainteresowana? Ledwie kilka sekund uleciało, świeża rana nie całkiem wyleczona. Jednak bólu już nie czuję, uleciał razem ze wspomnieniami. Te małe rozbiegane Emocje lubią płatać różne śmieszne figle, tym razem ciągną mnie ku niemu, a ja jestem całkowicie bezbronna. Mogę liczyć na szczęście, na przypadek, który w końcu mógłby wnieść nieco radości i otuchy do tego zmarnowanego tęsknotą życia. Tęsknotą za prawdziwym uczuciem, za pełnią, której nigdy nie ma. Niedosyt, niedosyt. Dręczy mnie, uwiera. Zabija...
Przesiąknięta złymi doświadczeniami pragnę uśmiechu. Jedynie ten, żaden inny, sprawia, że czuję się aniołem i uciekam w kryształowe niebo.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: uczucia

Urodziny Johna

niedziela, 7.marca.2010, 12:09
Źle się wtedy czułam. Wtedy! Ciągle się źle czułam. Teraz chyba jest jakiś postęp.
Widziałam go w piątek, tak może z 5 sekund. Powiedział mi "dzień dobry". Ja się uśmiechnęłam i przywitałam się z nim tradycyjnie, dając mu buzi w policzek. Tak szybko zniknął, nawet nie zauważyłam jaki miał wyraz twarzy, czy się uśmiechał, czy może nie był zachwycony moją obecnością. Pamiętam jedynie, że miał na sobie koszulę w kratkę, bardzo ładną koszulę, czerwononiebieską. Już go więcej tam nie ujrzałam. Może tańczył ze swoją Lubą, może siedział gdzieś z nią w cieniu lub wcześnie opuścił tę imprezę. Nie wiem. Przyznam nawet, że go wcale nie szukałam. Początkowo owszem, jednak później kto inny zaprzątał mi głowę, nawet całkiem miły pan. Ktoś dzięki komu poczułam się lepiej. Jego obecność już od jakiegoś czasu zaczęłam mi dodawać otuchy. Jednak tamtego dnia całą imprezę spędziłam z nim, rozmawialiśmy o samych błahostkach, nawet było przyjemnie. Nie ukrywam, że chcę go znowu spotkać. Ma taki uroczy uśmiech! Jednak wiem, że to za wcześnie. Tyle problemów ostatnio miałam, uczuciowych przede wszystkim. Muszę to wszystko w końcu uporządkować, tym razem naprawdę muszę się do tego przyłożyć, wiem, że samo się nie zrobi. Muszę po prostu wszystko przemyśleć. A kontakt z tym jakże przemiłym panem mam zamiar utrzymywać.

Chyba znalazłam inspirację. Impuls, który sprawił, że mam chęć ruszyć z miejsca i zacząć pracować nad sobą, przede wszystkim nad moim charakterem, zostawiając przeszłość daleko w tyle. Chcę nowego życia.
Nadszedł czas na kolejną zmianę siebie.

to dziwne, że spotkałam go właśnie w jego urodziny...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

Wyrzuć lustro!

piątek, 5.marca.2010, 00:43
Nie wiem czy jest tak dobrze, czy tak dobrze siebie oszukuję.
Jak może być dobrze?

Jest beznadziejnie! Jednak jest lepiej, psychicznie lepiej. A to duży postęp. Na jak długo? Już zaczynam odczuwać kolejne smutne konsekwencje moich cudownych czynów. Ach, brak mi, brak mi wszystkiego. Przede wszystkim siły i zawziętości. Nie potrafię wytrwać w swoich postanowieniach, przez co jestem słaba i nieudolna we wszystkim co robię. Nie potrafię się postarać, na niczym mi nie zależy, nie na tyle by się temu całkowicie poświęcić. Obojętność.

Jeden pies! Róbcie ze mną co chcecie! Nie mam ochoty, ależ proszę bardzo! Nie obchodzi mnie to.
Nie, nie przeszkadzajcie sobie.

I mam to wszystko w dupie.
Teraz to ja tylko wiem, że jestem. Jem, śpię i czuję. Czuję zapach tej całej otaczającej mnie beznadziejności, rzygać mi się chce. Odraza miesza się ze wstydem,
że mi się to mogło przytrafić. Czy staczam się? Czy się już stoczyłam? Myślałam, że jestem bardziej odporna. Może i tak, ale nie kiedy samotność mnie tak gęsto otacza. Nawet gdy nie jestem sama. Samotność mnie nie razi, nie boli, nie mam nic przeciwko. Mam jedynie wiele do zarzucenia sobie.
Nienawidzę siebie. Tak! Nie cierpię i czasem chciałabym być po prostu kimś innym..
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: negatywnie

Doładować siebie

czwartek, 4.marca.2010, 00:20
W każdym miejscu, w którym jesteśmy pozostawiamy cząstkę siebie, kawałek duszy, który na zawsze przywiązuje się do owego otoczenia i tworzy z nim jedność.
Dlatego często jest nam tak trudno powrócić. Brutalne zderzenie z rzeczywistością, często bywa zbyt drastyczne. Regeneracja trwa wtedy nieco dłużej niż powinna. Trudno jest nam się wpasować w nasze niby zwyczajne otoczenie. Wspomnienia pozostały tam, jakaś namiastkę zabraliśmy ze sobą. One są jak stare fotografie, część z nich wyniszczona mimo krótkiego upływu czasu, część przepadnie za parę miesięcy, jedynie nieliczne obrazy zostaną w pamięci. Jednak my nadal tam jesteśmy najmniejszym skrawkiem siebie i odczuwamy, nawet po wielu latach. Gdy zbyt duża ilość nas pozostała w danym miejscu, powracamy tam, inaczej nigdy nie osiągniemy tu spełnienia, tu na ziemi oczywiście. Nasze życie będzie w pewnym stopniu upośledzone, tak jak my sami, choć to raczej zbyt mocne słowo, będzie po prostu w pewnym stopniu nie domagać przede wszystkim duchowo, tęsknota będzie zbyt wielka, by nasze życie w pełni płynęło swoim nienaruszonym rytmem. Wtedy tam powracamy często po długim okresie czasu, przynajmniej upłynęło wystarczająco by mogły w nas zajść pewne zmiany. Wtedy wspomnienia powracają, przeżywamy wszystko na nowo. Odnajdujemy kawałek siebie w pozostawionym niegdyś miejscu. My tam cały czas byliśmy, jak dobrze znowu być razem, chociaż na tą krótką chwilę, na jedno westchnienie, jedno krótkie spojrzenie. Cudownie.

I rozsiewamy siebie, z dnia na dzień jest nas coraz mniej, a coraz więcej w nas wspomnień.
Nie jesteśmy nieskończoną materią.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: impuls

Potrzeba

wtorek, 2.marca.2010, 01:04
Wstałam z ogromną dziurą w ciele. Jednak nie potrafiłam dokładnie sprecyzować jej położenia. Wiedziałam jednak że czegoś we mnie brakuje. Ogarnęło mnie poczucie pustki i osamotnienia. Nic więcej nie czułam, choć bym chciała.
Nadeszła pani Zimna i Nieczuła. Znowu... Chociaż tkwi we mnie poczucie, że jednak cała ta miłość tli się i nie chce wygasnąć. Na dodatek dość kopcącym i śmierdzącym płomieniem, dlatego trudno mi to wszystko ukryć przed wścibskim światem. Każdy chciałby nowy materiał na ploty. Ach! Nędzne piranie wgryzają się w każdą informację swymi potwornie ostrymi zębami i pozostawiają krwawe ślady na ciele.
Czeka mnie teraz kilka dni odpoczynku od szkoły od ludzi, tak, przede wszystkim od nich. Dzisiaj wiedzieli już wszyscy, mimo iż powiedziałam jednej osobie. Byłam co najmniej zaskoczona. Teraz zaczną się spekulacje dlaczego, kiedy, jak i gdzie. Pewnie sama się dowiem czegoś ciekawego o sobie.
Ludzie nie pomagają. Potrafią jedynie powiększać tą dziurę, która we mnie powstała. Większość z nich z premedytacją żeruje na ludzkim życiu, byleby tylko wyciągnąć kolejną jakże interesującą towarzystwo informację. Przepraszam, jestem pusta i nie ma we mnie nic godnego uwagi, potrafię jedynie krzywdzić innych, odbierać im szczęście. Ale wy to przecież lubicie, inaczej pewnie nawet byście się nie zainteresowali. Prawda?
A dziura czarna w mym ciele, coraz bardziej przeze mnie odczuwalna, zasysa wszystko co mnie otacza. Każdą chwilę, która mogłaby mnie cieszyć, każdy przesłany uśmiech, czy słowo otuchy. Mam jedynie pustkę, nawet negatywne emocje zostają wprost zeżarte przez duży czarny otwór, nie odczuwam nawet smutku. Po prostu coś mi zostało odebrane, nie, ja sama się tego pozbawiłam, teraz odczuwam jedynie brak.
Brak czegoś nienamacalnego.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: uczucia

Samotne szczęście

niedziela, 28.lutego.2010, 22:16
Znowu przyszło mi żyć samotnie, ze świadomością, że nikt na mnie nie czeka, nikt za mną nie tęskni, nie pragnie mojego towarzystwa. Jednak ja całe życie jestem samotna, te marne miesiące spędzone z kimś to jedynie imitacja poczucia bezpieczeństwa i miłości. Mimo iż otacza mnie liczne grono znajomych, a nawet mogłabym wśród nich wyróżnić paru przyjaciół. Jestem sama we własnym świecie. Okrutnym świecie złudzeń i marzeń o miłości.
Niespełnione marzenia, tylko takie posiadam, tylko takie są piękne, mają w sobie najwięcej magii dają nadzieję na lepsze jutro, fałszywą nadzieję. Zostałam teraz sama ze swoimi snami, z umysłem pełnym tęsknot i wspomnień. Znowu pozostaje mi jedynie czekać,
że to się skończy
że się zakocham
że stara miłość przeminie
że stara miłość się spełni
że on mnie pokocha
Nienawidzę czekać, szczególnie wiedząc, że on jest zakochany. Źle się czuję źle życząc ich miłości. Jednak mi szczęście się również należy. Każdemu z nas się należy szczęście.
Kiedyś usłyszałam, że jest wręcz przeciwnie, że w życiu nic się nam nie należy, ani zdrowie, ani miłość, ani szczęście, że to wszystko to bezpodstawne dary, które otrzymujemy od Boga. Przyznaję, że ta cała religia jest mi całkowicie obca i obojętna. Jak może nam się nie należeć szczęście? Przecież po to właśnie żyjemy, żeby kochać i cieszyć się z tego.
Konstrukcja świata jest zadziwiająca. Szczególnie zależność smutku i radości. Jedno bez drugiego by nie istniało. Dlatego wiem, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym szczerze będę mogła powiedzieć, że jestem szczęśliwa, to daje mi tą siłę żeby przetrwać.
Od teraz zaczynam żyć na nowo, z nowymi postanowieniami, ze świadomością, że gdzieś czeka na mnie szczęście, potrzebuję jedynie odrobiny cierpliwości. Mam lat 18 i chyba dużo czasu by odnaleźć swój cel w życiu by znaleźć swoje lekarstwo na życie.
Na razie pozostaje mi zwykłe żmudne szare życie śmiertelnika. Jednak znajdę inspirację i postaram się wyrwać z tego parszywego świata bez emocji. Za niedługo przyjdzie pora by wybudzić się z letargu i zacząć żyć niezwykłym życiem. Moim życiem.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii


MO!JE: mail.