Marzę o kimś, kto będzie kochał moje marzenia. O kimś uśmiechniętym, dającym mi siłę do życia. Chcę kogoś kto uściśnie mnie mocno i zdecydowanym głosem powie - spójrz na mnie, nie martw się, wszystko będzie przecież dobrze - a ja mu uwierzę. Zamknę oczy i pomyślę, że ten człowiek, to największy skarb, jaki trafił się w moim życiu.
Potrzebuję kogoś wrażliwego i otwartego, kochającego życie i szanującego je. Nie chcę być niańką, tłumaczyć, co jest dobre a co złe. Chciałabym się czuć dobrze, wiedzieć, że ktoś jest ze mną dlatego, że chce i sprawia mu to przyjemność. Nie chcę już czuć tych wyrzutów sumienia, nie chcę być obwiniana za nie moje błędy. I ta ciągła niepewność, zabijała mnie każdego dnia, nic nie było dla mnie jasne. Czułam się źle, teraz jest mi lepiej, czuję ulgę niestety. Jednak żałuję, że on nie jest inny i nie potrafię być z nim szczęśliwa. Jesteś dla mnie zagadką wiesz? W jednej chwili wydajesz się być idealny, w drugiej znowu jesteś człowiekiem, którego wolałabym nie znać. Myśląc o Tobie widzę jak targasz za sobą ogromną kulę u nogi. Ja nie potrafiłam Cię od niej sama uwolnić, sam powinieneś tego chcieć, ale jakby przywiązałeś się do niej... Nigdy nie było nas, zawsze byliśmy obok siebie, mijaliśmy się. Wybacz nie pasujesz do mojego życia. Moje powinno wyglądać inaczej niż Twoje, Ty nie jesteś gotów na zmiany, ja się cofać nie będę. Mam marzenia i ideały, wartości, których nie zmienię, Ty wolisz tkwić o poziom niżej, zamiast wybić się ponad tę Twoją marną przeciętność, dość żałosną dla mnie. Jeśli będę musiała, będę sama. Wolę żyć bez Ciebie niż z takim Tobą.
A pamiętasz to kochanie, jak kiedyś byliśmy w sobie zakochani? Jak do mnie przyjeżdżałeś swoim mercedesem i siedzieliśmy do nocy u mnie w pokoju? Najbardziej z tych dni pamiętam nasze rozstania, jak nie mogliśmy się nigdy pożegnać. Ty później wracałeś do domu i bez pretensji potrafiłeś rozmawiać ze mną przez telefon godzinami. Później 10 dobranoc i 10 kocham Cię, bo wszystkiego ciągle było nam mało. Później sms od ciebie, który tyle przyjemności mi zawsze sprawiał...
A pamiętasz jak miałeś swoją firmę, kiedy noce spędzaliśmy już razem? Kiedy ja każdego ranka budziłam się o 4.30 żeby cię obudzić do pracy, byłeś taki uroczy budząc się i wygadując przy tym jeszcze przez sen same głupoty. W końcu odprowadzałam cię do drzwi, znów kocham cię, dobranoc, miłej pracy, uważaj na siebie, kocham cię...itd. Kiedy wtedy cię całowałam, zamykałam później na dłuższą chwilę oczy by móc zapamiętać ten moment na zawsze. Pamiętam to teraz tak wyraźnie, to uczucie z tamtych dni. Zawsze się bałam o nas, że któregoś z nas zabraknie, na dodatek ty taki zaspany rano, mając taką drogę do pokonania samochodem. Martwiłam się zawsze o ciebie. Nie chciałam żyć bez mojego ukochanego. Widzisz, a teraz cię nie ma, w taki najprostszy sposób. Już nie dzwonisz, nie tęsknisz, przynajmniej nie zależy ci na tym, żebym dalej była twoją gwiazdeczką. A ja kochanie tak za tobą tęsknię. Ale wiem, że mi źle z tobą było, bo jesteś okrutny. Nie wiem dlaczego jesteś taki zły dla mnie. Zawsze chciałam dobrze. Teraz też chcę żeby było dobrze. Wiem, że ty tak naprawdę nie masz pojęcia o miłości, potrafisz tylko czuć ale ułomnie to wykorzystujesz w życiu. Współczuję ci, bo przez to będziesz cierpiał. Jednak zamiast być wyrozumiałym w stosunku do mojej osoby, kiedy chciałam ci pokazać wszystko, kiedy chciałam ci tyle dać, ty jak na złość byłeś taki niedostępny i zamknięty, wiem, że to nie tylko przez ciebie...
Żebyś był szczęśliwy ze mną musiałabym cię porwać gdzieś daleko i pokazać wszystko od nowa, nauczyć kochać i szanować. Tutaj jestem bez szans z moją konkurencją. Niestety.
Widzę jak świat cię miażdży, a ty mu tylko przyklaskujesz z tępym uśmiechem na twarzy.
Nigdy nie docenisz życia i mnie wystarczająco będąc tym, kim jesteś. Uwierz mi.
A ja wciąż przez ciebie liczę na cud...
Czas rozpocząć kolejną rekonwalescencję? Chociaż tym razem jestem do tego bardziej zmuszona niż sama tego chcę. Pamiętam te dni, w których tak bardzo chciałam się zakochać w kimś, kto to odwzajemni. Dzisiaj uważam, że trzeba ostrożnie precyzować marzenia. Dostałam to czego chciałam, jednak wszystko było nie tak jak powinno. Nie wystarczy się kochać, to już wiem. Mieliśmy wszystko, tylko nie potrafiliśmy tego wykorzystać, konsekwentnie nie mamy nic. Wspomnienia jedynie, pełno wspomnień, toksycznych i fałszywych.
Marzyłam o tym żeby być bezgranicznie szczęśliwą.
Podarowano mi najcudowniejsze kłamstwo na świecie. To przekreśliło wszystko, oprócz marnej, naiwnej nadziei - mojej i Twojej.
Minęliśmy się w oczekiwaniach. Ciągle się mijamy i nie potrafimy tak dopasować, żeby w końcu było nam razem dobrze. Zastanawiam się ostatnio skąd się wzięły tak silne uczucia, skoro nie ma do nich większych powodów, nauka z góry wykluczyłaby możliwość miłości między nami.
Co dziś czuję? Nie wiem. Płaczę, bo straciłam osobę, którą znałam i która była mi bliższa niż wszystkie inne, z którą mimo wszystko lubiłam rozmawiać, śmiać się, słuchać głupich żartów. Lubiłam Twój wzrok w ciemności, twój śmiech, dotyk ciała - kto je zna tak dobrze jak ja, kto je kocha tak jak ja!? Wszystko na marne
Z drugiej strony nie potrafię Cię zaakceptować takiego jakim jesteś, nie potrafię, mam do siebie ogromny żal o to, ale za dużo w Tobie cech negatywnych, które mnie bolą. Kiedyś się tak dobrze z tym wszystkim ukrywałeś, ale teraz tym trudniej mi jest je przyjąć i zbagatelizować.
Zbyt wiele niedomagań na poziomie budowy związku, praw i zasad, które dla mnie są ważne, ty wolisz sam ustalać reguły, na każdy dzień inne…
Wszystko jest nie tak. Nigdy nie zaakceptuję wielu rzeczy, dlatego wiem, że nie ma to sensu.
Wiem, że ty również, nigdy nie zdobędziesz się na zbyt wiele dla mnie. Nasze światy zbyt ze sobą kontrastują.
I niestety ciężko to stwierdzić, ale bez Ciebie mi lepiej. Przepraszam Cię za to bardzo, naprawdę mi przykro.