Tu miłość się zaczyna i kończy...



Sodkie chwile, ulotne nadzieje

niedziela, 14.marca.2010, 13:06
...I wtedy zastanawiasz się, co jest z tobą nie tak.

Kiedy dochodzi do incydentu przez moment czujesz się dobrze, bliskość drugiej osoby sprawia ci ogromną przyjemność, ogarnia cię poczucie bezpieczeństwa. Dajesz się ponieść emocjom, fantazjom. Świat staje w miejscu a ty po prostu oddajesz się rozkoszy słodkich ust. Jego delikatne dłonie z pasją pieszczą twoje ciało. Jego zapach sprawia, że chcesz tylko więcej. Wtulasz palce w jego długie miękkie brązowe włosy, czujesz przyśpieszony rytm serca, podniecenie prawie sięga zenitu, czujesz pocałunki na szyi, ramionach. Powoli przesuwacie się w stronę łóżka, siadasz, kładziesz się, a on na tobie. Znowu wracacie do namiętnych pocałunków Uwielbiasz jego usta, przypominasz sobie ten czarujący uśmiech, który jeszcze niedawno kierował w twoją stronę. Teraz jesteście tylko we dwoje otuleni ciemnością, jedynie światło księżyca muska wasze wtopione w czerń sylwetki.
Jego palce zaczynają powoli podciągać twoją bluzę do góry, całuje brzuch, okolice pępka, przesuwa się nieco wyżej i bluza ląduje na podłodze. Ściąga koszulkę. Tym razem zbliża swe usta w okolice lewego ucha, odczuwasz fale przyjemnych dreszczy wędrujących wzdłuż kręgosłupa, jeszcze bardziej cię to nakręca. Wsuwa ręce pod plecy rozpina stanik jednym płynnym ruchem. Jesteś wdzięczna losowi, że opanował tę technikę, ile razy cała magia upłynęła przez to, że gościu nie potrafił sobie poradzić z zapięciem...
Jednak ta chwila nieprzerwanie trwa, zaczyna pieścić twoje piersi, czujesz jak jego usta zbliżają się do twoich, twoje ręce wtulone w jego włosy wędrują nieco niżej, zaczynasz delikatnie przesuwać dłonie wzdłuż pleców, w górę i w dół, jeszcze nieco bardziej w dół... A on obdarza twoje piersi podniecającymi pocałunkami, zmysły wariują, a ty chcesz go poczuć, ciało do ciała, tylko to ci teraz w głowie. Wędruje powoli w dół, podbrzusze. O, to ten punkt, który działa na ciebie najsilniej, fala rozkoszy i podniecenia osiąga swoje apogeum, nie pozwalasz jednak na dalszy krok, przyciągasz go do siebie i gorąco całujesz, przesuwasz rękę i sprawiasz mu nieco więcej przyjemności. Czujesz jego oddech na ramieniu i odrobinę już chaotyczne pocałunki, rozpina twoje spodnie, czujesz jego rękę i wasze ciała przeszywa fala rozkoszy, zmysłowe pieszczoty pobudzają wasze pragnienia, oddech staje się cięższy, nie myślisz o niczym, po prostu czujesz i odczuwasz. Nie pozwalasz jednak na nic więcej. Teraz położył się obok ciebie, spojrzał na twoją półnagą sylwetkę delikatnie zarysowaną w otaczającej ciemności. Oddaje ci jeszcze jeden pocałunek, a ty wtulasz się w niego mocno, wdychasz jego zapach, który działa na ciebie niczym afrodyzjak. Przez chwilę, rozkoszujecie się jeszcze tą chwilą, wasze oddechy nieco zwalniają, rytm serca maleje, emocje opadają i powoli podniecenie ulatuje. Jednak istnieje w was, chęć zrobienia czegoś więcej, poczucie niespełnienia, wasze ciała nadal siebie pragną. Mimo wszystko cały incydent was satysfakcjonuje. Leżycie jeszcze przez chwilę w milczeniu i przeżywacie zakończoną przed momentem rozkosz.
Budzicie się rano wtuleni w siebie. Nagle ogarnia cię strach. Czy był to incydent? Znowu zwykły nic nieznaczący incydent? Ta czarująca chwila ciągnie za sobą masę nieprzyjemnych konsekwencji, wyrzutów sumienia. Bo przecież, on się tak ładnie uśmiecha. Ciągle obdarowywał cię tym swoim czarującym spojrzeniem. Dawał do zrozumienia, że nie jesteś mu całkiem obojętna. Zależy ci na nim, prawda? Ja to wiem. Teraz strach cię obleciał, bo ten cały INCYDENT mógł wszystko popsuć. Obudzi się, coś mruknie pod nosem pożegnacie się i tyle z tego będzie, jak zawsze z resztą...
Czekasz z niecierpliwością, co z tego wyniknie.

Niestety nie wiem tego, bo do żadnego incydentu nie doszło. Nie wiem, czy mam być wdzięczna losowi za to, że on nie został na noc, czy płakać, bo na noc zostać nie chciał.
Aby na pewno poszedł, bo musiał?
Dlaczego moje starania nie zainicjowały nawet jednego pocałunku, nie wziął numeru, nie kontaktuje się ze mną. Nie wiem co mam o tym myśleć, co to ma znaczyć. Wyraźnie było po nim widać, że chce tam ze mną pójść, na tą wczorajszą imprezę. Nie mógł, jednak później po wielu staraniach udało mu się wpaść, zależało mu na tym, odrzucił towarzystwo najlepszych kumpli, żeby przyjść na moje zaproszenie. I nawet dobrze się bawiliśmy, graliśmy w głupie zabawy, podawaliśmy dobie karteczkę papieru ustami, jeśli upadła, musieliśmy się pocałować, zdarzyło nam się kilka razy, w sumie to robiłam to specjalnie. Jednak to była gra,w której nie byliśmy sami i nie tylko ja go całowałam i nie tylko on całował mnie. Nie mam pojęcia, może muszę dać temu czas na powolne rozwinięcie, widziałam się z nim zaledwie kilka razy w życiu, choć były to dłuższe momenty, tydzień temu spędziliśmy praktycznie całą imprezę urodzinową razem rozmawiając o głupotach, w piątek utworzyliśmy zgraną drużynę do gry w piłkarzyki i nieźle daliśmy popalić naszym przeciwnikom. I usłyszałam, że jestem ładna, co prawda ni powiedział, tego tak zupełnie wprost, jednak odebrałam to chyba w prawidłowy sposób. Wiem, że o mnie rozmawiał z kumplami i za wszelką cenę chciał iść ze mną wczoraj na tą imprezę, słyszałam tylko jego rozmowy z przyjaciółmi: Stary, ja osobiście to bym wbił na tą domówkę, no choć na domówkę. Udało mu się w końcu odłączyć od kumpli, 2 zabrał z sobą i przyszedł. Wyszedł o 3, a ja miałam nadzieję, na coś więcej, starałam się dawałam znaki, zapraszałam na papierosa, a on nic.
Co mają znaczyć jego dzisiejsze słowa zawarte na blogu?

"Rodzimy sie samotnie i umieramy w ramionach samotności,
życie też możemy przeżyć samotnie, nawet pomimo tego że wokół siebie mamy wielu ludzi."

Nie wiem nic, może ze mną jest coś nie tak? Może przejrzał na oczy i stwierdził, że wcale mu się nie podobam?
Wolałabym chyba, żebyśmy się przelizali, przynajmniej wiedziałabym, że to nie o mnie chodzi...!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: sex uczucia

Najpiękniejszy uśmiech w mieście

piątek, 12.marca.2010, 23:48

NAJPIĘKNIEJSZY UŚMIECH W MIEŚCIE.

Ciągle widzę jak się cudownie do mnie uśmiecha. Czuję jak ciarki wędrują wzdłuż kręgosłupa.
Jestem dziś w innym świecie, w innym wymiarze. Błądzę gdzieś w chmurach, na tle kryształowego nieba. Całkowicie otumaniona przeżyciami i słowami. Każde z nich wyraźnie grzechocze w mojej głowie. Lubię ten dźwięk. Pragnę tego widoku, tego głosu, tej osoby. Chcę go zobaczyć, porozmawiać. Poczuć, objąć. Przede wszystkim chcę zobaczyć ten uśmiech, najcudowniejszy uśmiech na świecie. Usłyszeć ten barwny, miękki głos, który zawsze delikatnie obejmuje moje uszy. Śmiech, który czyni radość w sercu. Porozmawiajmy, o wszystkim i o niczym. Spotkajmy się. Jutro, jutro go zobaczę, muszę go jutro zobaczyć, inaczej oszaleję. Odurzona mamroczę znowu pod nosem, czyżbym była zainteresowana? Ledwie kilka sekund uleciało, świeża rana nie całkiem wyleczona. Jednak bólu już nie czuję, uleciał razem ze wspomnieniami. Te małe rozbiegane Emocje lubią płatać różne śmieszne figle, tym razem ciągną mnie ku niemu, a ja jestem całkowicie bezbronna. Mogę liczyć na szczęście, na przypadek, który w końcu mógłby wnieść nieco radości i otuchy do tego zmarnowanego tęsknotą życia. Tęsknotą za prawdziwym uczuciem, za pełnią, której nigdy nie ma. Niedosyt, niedosyt. Dręczy mnie, uwiera. Zabija...
Przesiąknięta złymi doświadczeniami pragnę uśmiechu. Jedynie ten, żaden inny, sprawia, że czuję się aniołem i uciekam w kryształowe niebo.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: uczucia

Urodziny Johna

niedziela, 7.marca.2010, 12:09
Źle się wtedy czułam. Wtedy! Ciągle się źle czułam. Teraz chyba jest jakiś postęp.
Widziałam go w piątek, tak może z 5 sekund. Powiedział mi "dzień dobry". Ja się uśmiechnęłam i przywitałam się z nim tradycyjnie, dając mu buzi w policzek. Tak szybko zniknął, nawet nie zauważyłam jaki miał wyraz twarzy, czy się uśmiechał, czy może nie był zachwycony moją obecnością. Pamiętam jedynie, że miał na sobie koszulę w kratkę, bardzo ładną koszulę, czerwononiebieską. Już go więcej tam nie ujrzałam. Może tańczył ze swoją Lubą, może siedział gdzieś z nią w cieniu lub wcześnie opuścił tę imprezę. Nie wiem. Przyznam nawet, że go wcale nie szukałam. Początkowo owszem, jednak później kto inny zaprzątał mi głowę, nawet całkiem miły pan. Ktoś dzięki komu poczułam się lepiej. Jego obecność już od jakiegoś czasu zaczęłam mi dodawać otuchy. Jednak tamtego dnia całą imprezę spędziłam z nim, rozmawialiśmy o samych błahostkach, nawet było przyjemnie. Nie ukrywam, że chcę go znowu spotkać. Ma taki uroczy uśmiech! Jednak wiem, że to za wcześnie. Tyle problemów ostatnio miałam, uczuciowych przede wszystkim. Muszę to wszystko w końcu uporządkować, tym razem naprawdę muszę się do tego przyłożyć, wiem, że samo się nie zrobi. Muszę po prostu wszystko przemyśleć. A kontakt z tym jakże przemiłym panem mam zamiar utrzymywać.

Chyba znalazłam inspirację. Impuls, który sprawił, że mam chęć ruszyć z miejsca i zacząć pracować nad sobą, przede wszystkim nad moim charakterem, zostawiając przeszłość daleko w tyle. Chcę nowego życia.
Nadszedł czas na kolejną zmianę siebie.

to dziwne, że spotkałam go właśnie w jego urodziny...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

Potrzeba

wtorek, 2.marca.2010, 01:04
Wstałam z ogromną dziurą w ciele. Jednak nie potrafiłam dokładnie sprecyzować jej położenia. Wiedziałam jednak że czegoś we mnie brakuje. Ogarnęło mnie poczucie pustki i osamotnienia. Nic więcej nie czułam, choć bym chciała.
Nadeszła pani Zimna i Nieczuła. Znowu... Chociaż tkwi we mnie poczucie, że jednak cała ta miłość tli się i nie chce wygasnąć. Na dodatek dość kopcącym i śmierdzącym płomieniem, dlatego trudno mi to wszystko ukryć przed wścibskim światem. Każdy chciałby nowy materiał na ploty. Ach! Nędzne piranie wgryzają się w każdą informację swymi potwornie ostrymi zębami i pozostawiają krwawe ślady na ciele.
Czeka mnie teraz kilka dni odpoczynku od szkoły od ludzi, tak, przede wszystkim od nich. Dzisiaj wiedzieli już wszyscy, mimo iż powiedziałam jednej osobie. Byłam co najmniej zaskoczona. Teraz zaczną się spekulacje dlaczego, kiedy, jak i gdzie. Pewnie sama się dowiem czegoś ciekawego o sobie.
Ludzie nie pomagają. Potrafią jedynie powiększać tą dziurę, która we mnie powstała. Większość z nich z premedytacją żeruje na ludzkim życiu, byleby tylko wyciągnąć kolejną jakże interesującą towarzystwo informację. Przepraszam, jestem pusta i nie ma we mnie nic godnego uwagi, potrafię jedynie krzywdzić innych, odbierać im szczęście. Ale wy to przecież lubicie, inaczej pewnie nawet byście się nie zainteresowali. Prawda?
A dziura czarna w mym ciele, coraz bardziej przeze mnie odczuwalna, zasysa wszystko co mnie otacza. Każdą chwilę, która mogłaby mnie cieszyć, każdy przesłany uśmiech, czy słowo otuchy. Mam jedynie pustkę, nawet negatywne emocje zostają wprost zeżarte przez duży czarny otwór, nie odczuwam nawet smutku. Po prostu coś mi zostało odebrane, nie, ja sama się tego pozbawiłam, teraz odczuwam jedynie brak.
Brak czegoś nienamacalnego.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: uczucia

Samotne szczęście

niedziela, 28.lutego.2010, 22:16
Znowu przyszło mi żyć samotnie, ze świadomością, że nikt na mnie nie czeka, nikt za mną nie tęskni, nie pragnie mojego towarzystwa. Jednak ja całe życie jestem samotna, te marne miesiące spędzone z kimś to jedynie imitacja poczucia bezpieczeństwa i miłości. Mimo iż otacza mnie liczne grono znajomych, a nawet mogłabym wśród nich wyróżnić paru przyjaciół. Jestem sama we własnym świecie. Okrutnym świecie złudzeń i marzeń o miłości.
Niespełnione marzenia, tylko takie posiadam, tylko takie są piękne, mają w sobie najwięcej magii dają nadzieję na lepsze jutro, fałszywą nadzieję. Zostałam teraz sama ze swoimi snami, z umysłem pełnym tęsknot i wspomnień. Znowu pozostaje mi jedynie czekać,
że to się skończy
że się zakocham
że stara miłość przeminie
że stara miłość się spełni
że on mnie pokocha
Nienawidzę czekać, szczególnie wiedząc, że on jest zakochany. Źle się czuję źle życząc ich miłości. Jednak mi szczęście się również należy. Każdemu z nas się należy szczęście.
Kiedyś usłyszałam, że jest wręcz przeciwnie, że w życiu nic się nam nie należy, ani zdrowie, ani miłość, ani szczęście, że to wszystko to bezpodstawne dary, które otrzymujemy od Boga. Przyznaję, że ta cała religia jest mi całkowicie obca i obojętna. Jak może nam się nie należeć szczęście? Przecież po to właśnie żyjemy, żeby kochać i cieszyć się z tego.
Konstrukcja świata jest zadziwiająca. Szczególnie zależność smutku i radości. Jedno bez drugiego by nie istniało. Dlatego wiem, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym szczerze będę mogła powiedzieć, że jestem szczęśliwa, to daje mi tą siłę żeby przetrwać.
Od teraz zaczynam żyć na nowo, z nowymi postanowieniami, ze świadomością, że gdzieś czeka na mnie szczęście, potrzebuję jedynie odrobiny cierpliwości. Mam lat 18 i chyba dużo czasu by odnaleźć swój cel w życiu by znaleźć swoje lekarstwo na życie.
Na razie pozostaje mi zwykłe żmudne szare życie śmiertelnika. Jednak znajdę inspirację i postaram się wyrwać z tego parszywego świata bez emocji. Za niedługo przyjdzie pora by wybudzić się z letargu i zacząć żyć niezwykłym życiem. Moim życiem.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

5 milimetrów

niedziela, 28.lutego.2010, 00:24
Dziś wróciłam. Tak, z tego naszego wspólnego wyjazdu. 6 dni spędzone razem z nim w górach jedynie pogorszyło całą sytuację. Z jednej strony wiem, że nie mogę tego dalej ciągnąć, bo jest mi z nim źle. Jednak jeżeli zakończę ten związek, to on będzie cierpieć. Już wystarczająco się nacierpiał. Pamiętam jeszcze ten jego smutny i zrezygnowany wyraz twarzy, gdy się żegnałam. To moje zwyczajne "cześć" chyba go zabolało, bo tak się z nim właśnie dziś pożegnałam po tym tygodniu spędzonym razem. Dobrze, że nie byliśmy sami.

Na dodatek mam potworne wyrzuty sumienia. Przestałam nad sobą wczoraj panować i powiedziałam coś czego mówić nie powinnam. Po co? Nie wiem, chyba żeby zaimponować innym, takie zwykłe tanie przechwalanie. Tylko może ono niestety zrujnować mi życie, jednak to nie jest najważniejsze, moja głupota może doprowadzić do tego, że jego świat runie, a ja nigdy nie zyskam jego zaufania. Milczałam przez taki długi czas i jednak musiałam powiedzieć, że wiem.

Mój mózg przestał funkcjonować prawidłowo. Moja ułomność jest widoczna na każdym kroku, również tutaj, a ja już nie mam sił na dążenie do jakiegokolwiek ideału. Zostałam bez planu na życie.

No to chyba za niedługo osiągnę dno, nad którym balansuję bez ustanku, zostało mi tak niewiele. Upadnę wtedy na brudne, mokre podłoże, zatopię się cała w błocie i już nie wstanę.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: uczucia

Ostateczny koniec

piątek, 19.lutego.2010, 00:36
Skończyło się. Zniknęło równie szybko jak się pojawiło. Tak po prostu. Nic nie czuję, chociażbym chciała. Stara miłość wyparła nową i udowodniła, że żadna inna nie ma we mnie prawa bytu.
Powiedz mi, co ja mam cholera teraz robić? Kiedy ty kochasz się ze swoją panną, a ja siedzę tutaj sama i się zastanawiam nad moim parszywym życiem, na dodatek nie tak całkiem trzeźwa. Alkohol naprawdę mi czasem pomaga. Mogę na chwilę uciec od tego całego zamieszania i wszystko jest dobrze, dopóki ktoś jest ze mną i zajmuje moją uwagę. Gdy jestem sama tak jak w tej chwili, wszystkie moje myśli skupiają się jedynie na jednej osobie, na tobie. Staram się zapomnieć, albo raczej starałam. Teraz wiem, że to nie ma sensu, że te myśli zawsze wracają, po krótszej lub też dłuższej chwili, ale zawsze będą obecne w mojej głowie i nigdy nie będę potrafiła się wyzbyć tych wszystkich uczuć. Ty znalazłeś swoją księżniczkę, z którą chyba jesteś szczęśliwy, z którą spędzasz każdą wolną chwilę, przy której chcesz po prostu być. A ja? Ja poznałam ciebie, niby nic nadzwyczajnego, ale przez jakiś czas było mi cholernie z tobą dobrze, potem się wszystko zjebało, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia dopóki nie poczułam, że kocham, kocham ciebie i nie potrafię być szczęśliwa. Z kimkolwiek jestem zawsze myślę o tobie, wiem, że nie powinnam, ale nie potrafię inaczej...
Chcę żebyś był przy mnie. Chcę poczuć
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: uczucia

Adresat

czwartek, 18.lutego.2010, 01:05
Piszę. Jest mi wtedy nieco lżej. Komu miałabym powiedzieć, kto by mnie zrozumiał? Nie ma człowieka na świecie, który by to wszystko pojął. Nie ma reguł, zasad pojmowania ludzkiego zachowania, uczuć. Żadne szablon się w moim przypadku nie sprawdzi. Jestem po prostu sama ze sobą, mogę jedynie coś napisać, po to żeby przez chwilę poczuć się lepiej.
Dziś poszłam tam i przypomniałam sobie czasy, kiedy bywaliśmy tam razem i kiedy bywaliśmy tam osobno.
I widziałam go stojącego w śniegu w czarnej kurtce i niebieskim szaliku i znowu ciągnęłam go w stronę tramwaju, żeby pojechał ze mną w moje urodziny na dyskotekę, wtedy nie pojechał a dziś był zupełnie gdzieś indziej, z kimś innym. Nie mam żadnej pamiątki po nim, nic namacalnego, czego mogłabym chociaż dotknąć, wiedząc, że on miał to kiedyś w swoich dłoniach. Czasem jedynie spoglądam na moje ubrania i przypominam sobie, że miałam je na sobie w dniu kiedy się poznaliśmy.
Tęsknię za nim, wystarczyłoby mi krótkie spotkanie, przywitanie, ta krótka chwila, w której mogę go dotknąć witając się, poczuć jego zapach, usłyszeć jego głos.
Jest mi źle. Jest gorzej niż było we wrześniu, październiku, listopadzie, grudniu. Styczeń był chwilową ulgą, ale wróciło i nabiera sił.
To karmi się mną i stopniowo rośnie we mnie. Sieje spustoszenie w całym organizmie, nie pozwalając, by jakakolwiek inna miłość we mnie zagościła na dłużej.
Bez ciebie na co dzień żyć mi przyszło, mogę jedynie udawać, że funkcjonuję normalnie. Chyba całkiem nieźle mi to wychodzi.
I gram. Udaję, że jest dobrze, że jestem wesoła, że żyję, że kocham...

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: uczucia

Książe z bajki już zajęty!

środa, 17.lutego.2010, 00:34
Jest źle a czasem gorzej. Czasem chcę się do niego po prostu przytulić. Czasem nie mogę znieść jego dotyku. Chcę żeby się ode mnie odsunął, a zaraz potem by był blisko mnie. Już teraz go krzywdzę, choć może i on jeszcze o tym nie wie. Choć po moim dzisiejszym zachowaniu... Byłam dla niego ciągle niemiła. Nie potrafiłam nad tym zapanować, tłumaczyłam, że mam gorszy dzień, że denerwuje mnie rodzina i dlatego ciągle jestem poirytowana. Przepraszałam...
Jest już teoretycznie dobrze między nami. Jednak ja go tak straszni ranię. Wracam do domu po spotkaniu z nim i myślę o innym. Marzę o pocałunku i zastanawiam się, czy byłby taki sam jak kiedyś i jestem pewna, że byłoby w nim więcej magii, bo tym razem czułabym coś więcej. I układam setki scenariuszy spotkania go, rozmowy i pocałunku. Wracam do domu, włączam Johna, bo przecież on go tak strasznie uwielbia, a ta muzyka jeszcze potęguje wszystko to, co we mnie siedzi, podoba mi się to.
Ja nie mogę po prostu wyłączyć pana Frusciantego i dzięki temu przestać myśleć o nim, nie! Ja przecież muszę sobie wszystko komplikować.
I żeby jeszcze bardziej się pogrążyć przeczytałam parę naszych rozmów, które nadal się znajdują w archiwum. Przypomniałam sobie o tym, że kiedyś byłam jego księżniczką. Chciałabym by on był moim księciem, jednak książę należy do kogoś innego. Zostają mi jedyni tęsknota i marzenia, a te dają tak niewielkie pocieszenie.

Nie poznaję siebie. Teraz jestem wdzięczna losowi za tamten nocny incydent. Nie zhańbiłam się, nadal jestem godna śnieżnobiałej sukni.
Jak ja mogłam w ogóle do tego dopuścić?! Te chwilowe żądze sprawią, że brutalnie dosięgnę w końcu dna, nad którym niebezpiecznie balansuję ostatnimi czasy. Mogłam zbezcześcić najważniejszą wartość w moim życiu, uprzedmiotawiając je doszczętnie, sprawiając, że cała moja marna egzystencja byłaby warta tyle samo co psie gówno na chodniku, które z obrzydzeniem omijają przypadkowi przechodnie.
To chyba największe szczęście jakie mnie ostatnio spotkało, do inicjacji nie doszło...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: sex uczucia


MO!JE: mail.